Czerwoną Baśń chciałam porwać w swoje ręce, odkąd tylko usłyszałam pierwsze pogłoski o jej wydaniu. Jak dziś pamiętam, gdy kiedyś Wiktoria na swoim instagramie udostępniła fragment swojej książki i już wtedy ta powieść mnie oczarowała i bardzo chciałam wkroczyć w ten niesamowity las. 

Poznajemy Gretel, czyli dziewczynkę, która według corocznej tradycji zostaje wybrana, odziana w czerwoną pelerynę, oraz wysyła się ją w las na pożarcie Babie Jadze. Zawsze wybiera się dziewczynkę, która jest najmniej chciana, taka która nie jest potrzebna. 

Poznajemy też historię Baby Jagi od samego początku, a wizja, którą pokazała w powieści Wiktoria jest bardzo ciekawa. W baśniach zawsze jest przedstawiona, jak ta zła wiedźma, która tuczy Jasia i Małgosie, żeby ich zjeść, a potem kończy marnie. Lecz, czy ktoś zastanowił się, dlaczego Baba Jaga żyje samotnie w chatce w lesie, dlaczego tam trafiła, czy ma jakieś imię i czy jest wieczna? W Czerwonej Baśni pojawiają się odpowiedzi na te pytania.
Bardzo podobała mi się postać Kościeja Nieśmiertelnego, tym bardziej, że nigdy nie spotkałam się z tą postacią. Na początku myślałam, że Kościej pod postacią wilka, to jakiś zawoalowany Leszy, ale nie, a to dla mnie coś nowego. Aż musiałam doczytać, kim ta postać jest!
Las, kocham las, niemal codziennie po nim czasami wędrowałam, a ten tutaj jest niesamowity. Skojarzył mi się trochę z lasem, który w podobny sposób został przedstawiony w Gałęzistych Urbanowicza (jak dla mnie jedna z lepszych powieści słowiańskich), taki żyjący, mroczny i niebezpieczny, choć tutaj przez utrzymanie się w konwencji baśni, ta groza trochę jakby zanika.

Jest to historia nie tylko o lesie, nie tylko o baśniach, ale także o dawnych wierzeniach, o przebaczeniu, o dobru i złu, o byciu niechcianym. Przeplata tu się tak wiele wartościowych wątków, że aż trudno je wszystkie zliczyć.

Wiktoria pisze o słowiańskich książkach, więc sądziłam, że jej powieść także będzie osadzona w takich klimatach, ale nie, nie jest to historia oparta na naszej mitologii, ale nie da się ukryć, że słowiańskość jest poprzeplatana pomiędzy wersami, że gdzieś się chowa pomiędzy tymi wszystkimi baśniami i bardzo łatwo można ją odnaleźć. 
Jestem też pod wrażeniem stylu pisania autorki; wiem, że ma do czynienia z wydawnictwami i literaturą, ale to jest jednak debiut literacki i muszę powiedzieć, że bardzo dobry. Niesamowite plastyczne opisy, które świetnie działają na wyobraźnię i aż chce się więcej, więc Wiktorio, jeśli tu trafisz i to przeczytasz; chcę więcej Twojej twórczości! Zdecydowanie jest to jeden z lepszych debiutów, które miałam przyjemność czytać. 
Co tu więcej mogę napisać; to jest naprawdę bardzo dobra książka, którą pochłonęłam zdecydowanie za szybko.

1 komentarz:

  1. Uwielbiam słowiańskie klimaty, a książki o Babie Jadze jeszcze nie czytałam, więc wybór wydaje się oczywisty. Zapisuję tytuł. :)

    OdpowiedzUsuń