Sub Rosę autorstwa Ani Jurewicz chciałam przeczytać, odkąd tylko o niej usłyszałam! Wystarczyła mi wzmianka o Uniwersytecie Łysogórskim i fakt, że powieść jest w klimatach słowiańskich, abym zapragnęła się zapoznać z twórczością autorki. Niestety trochę mi było to nie po drodze, aż w końcu dostałam egzemplarz pod choinkę od mojej najwspanialszej kuzynki (drugiej takiej ksiązkoholiczki nie znam!). Swoją drogą, obiecuję Wam, że kolejna książka, którą zrecenzuję nie będzie słowiańska (chyba). I zabawne jest to, że zrobiłam podsumowanie i powiedziałam, że raczej już żadnej książki nie przeczytam, a tu proszę, jaka niespodzianka!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anna Jurewicz. Pokaż wszystkie posty
Sub Rosę autorstwa Ani Jurewicz chciałam przeczytać, odkąd tylko o niej usłyszałam! Wystarczyła mi wzmianka o Uniwersytecie Łysogórskim i fakt, że powieść jest w klimatach słowiańskich, abym zapragnęła się zapoznać z twórczością autorki. Niestety trochę mi było to nie po drodze, aż w końcu dostałam egzemplarz pod choinkę od mojej najwspanialszej kuzynki (drugiej takiej ksiązkoholiczki nie znam!). Swoją drogą, obiecuję Wam, że kolejna książka, którą zrecenzuję nie będzie słowiańska (chyba). I zabawne jest to, że zrobiłam podsumowanie i powiedziałam, że raczej już żadnej książki nie przeczytam, a tu proszę, jaka niespodzianka!
Choć do zakończenia roku jest jeszcze troszkę czasu, wiem że żadnej książki już nie przeczytam, więc już dzisiaj z czystym sumieniem mogę podsumować moje czytelnicze zmagania. Tym razem podsumowuję na tym blogu, nie na swoim; tam rzecz jasna także będzie podsumowanie, jednak odkąd działam tutaj więcej sama, to pomyślałam, że i z podsumowaniem książkowym przeniosę się tutaj, no bo czemu nie? Choć wiem, że przez ostatnie tygodnie niewiele się tutaj działo, ponieważ brakło mi czasu, a także zawiniło tu także moje lenistwo. Czasami po prostu nie mam ochoty pisać recenzji jakiejś książki, ot tak.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
